Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RECENZJE. Pokaż wszystkie posty

Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić. // Czas Żniw

Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić. // Czas Żniw
Jak to na profesjonanego blogera przystało, najpierw zrecenzowałam trzecią część serii, a teraz pierwszą. Ciekawe, kiedy pojawi się druga... Ale spokojnie! Tak się robi!


Autor: Samantha Shannon
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 520
Data premiery: 6.11.2013r.

Jest rok 2059. W cytadeli Sajon Londyn każda forma jasnowidzenia postrzegana jest, jako zdrada stanu i karana śmiercią. Paige Mahoney, dziewiętnastolatka, która potrafi zabić człowieka wchodzą do jego umysłu i nie pozostawiając żandych śladów. Paige jest najwuższym janowidzem-Śniącym Wędrowcem. Dziewczyna pracuje w syndykacie, czyli nielegalnej organizacji jasnowidzów. Pewnego dnia Paige zostaje jednak porwana do kolonii karnej zwanej Szeolem i musi rozpocząć walkę o wolność.

Jeśli ktoś mnie obserwuje na instagramie, to doskonale wie, że Czas Żniw to książka mojego życia. A dlaczego? Wcale nie przez Naczelnika... Skądże. Przecież ja wcale nie jestem kochliwa. A tak na serio (to było na serio...) to ta książka jest po prostu inna. Nie ma wilkołaków, wampirów świecących w słońcu i innych skośnouchych stworów. Mamy jasnowidzów. I to jest wspaniałe posunięcie ze strony pani Shannon. Coś nowego, angażującego mózg i zachęcającego do poznania.

Świat wykreowany w tej powieści jest niezwykle złożony. Mamy siedem kategorii jasnowidzenia, a w każdej kategorii ileś tam podkategorii. W książce przwija się wiele nowych słów albo słów, które w książce mają zupełnie inne znaczenie. Przyznaję, że na początku ciężko było to ogarnąć i cały czas zaglądałam do broszurki o jasnowidzach i słowniczka (wszystko w książce). Jednak poźniej, jak już ogarniecie te główne zagadnienia, to zabawa jest przednia. Serio kocham ten świat.

No i oczywiście bohaterowie. Każdy jest dobrze zrobiony. Shannon przyłożyła się do każdego, bez względu na to, czy jest to postać poboczna czy główna. Każdy ma własną historię, charakter. Kocham wszystkich z siedmiu pieczęci (gangu, w którym pracuje Paige). Jaxon moim bogiem. Nick jest przecudowny. Bije od niego takie ciepło i poczucie bezpieczeństwa. To chyba dobrze, bo z zawodu jest lekarzem... Osobiście czuję pociąg do Refaitów. Chwila. Powiedziałam coś o Refaitach? Chyba nie.

Więc Refaici, to rasa pochodząca z Międzyświatów, która przybyła do naszego świata, aby bronić nas przed Emmitami (to takie urocze cośki, co żywią się ludzkimi odnóżami...). W praktyce Refaici "pilnują" ludzi w kolonii i uczą ich, jak walczyć z Emmitami. Wspomnę jeszcze, że gardzą wszystkim, co ludzkie.

Zapytacie więc... Skąd moja miłość do Naczelnika? Przeczytajcie, a się dowecie. jeśli ktoś zna Dimitra z Akademii Wampirów, to zrozumie, jaki to typ faceta/ Refaity...


Nie powiedziałam Wam o Paige. A TO JEST PETARDA!!! Nie jest takie. Ojojojojojjjjjj. Złapali mnie. Umrę tutaj. Nikt mnie nie pokocha, a w ogóle, to nie lubię rodzynek... (o co chodzi...moja kreatywność mnie zaskakuje.) Kurde! Złapali mnie! Prędzej umrę uciekając niż zostanę tu i będę gniła do śmierci! Może Wam się to wydawać bardzo impulsywne, ale nie jest to takie głupie. Paige to bardzo inteligętna i zawzięta kobieta i ona nie da sobie w kaszę dmuchać po prostu.

- Jak się czujesz? - zapytał. 
- Pieprz się. Jego oczy zapłonęły. 
- Widzę, że lepiej.

Można się domyślać, że książka została przepełniona akcją. Niemal od samego pczątku coś się dzieje. Co razem z natłokiem informacji na początku może sprawiać trochę dyskomfortu. Mamy też retrospekcje z życia Paige.

Powieść jest świetna. Czytając ją poraz drugi bawiłam się równie dobrze, a może nawet lepiej niż za pierwszym razem. Mogę Was zapewnić, że każda następna częśc jest inna, ale równie wciągająca i fascynująca. Którko mówiać: rekomenduję.

Czytaliście? (jak nie czytaliście, to przeczytajcie, bo Was znajdę...) Jak wrażenia?

Miłego dnia. Ola :)

Nigdy nie dopuszczaj do siebie myśli, że powinnaś zamilknąć. // Pieśń Jutra

Nigdy nie dopuszczaj do siebie myśli, że powinnaś zamilknąć. // Pieśń Jutra
Moja euforia po pokonaniu kaca książkowego nie trwała zbyt długo. Pani Shannon z niewiarygodną skutecznością przyszła i to wszystko podeptała.


Autor: Samatha Shannon
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 400
Data premiery: 26.4.2017r.

Ponieważ nie jest to pierwszy tom serii tylko trzeci, to nie będę się za wiele rozpisywać na temat fabuły. Tarcza czuciowa stanowi coraz większe zagrożenie dla jasnowidzów, którzy przez to są zmuszeni do podjęcia różnych działań. Paige rozkręca rewolucję na całego, a w poiwetrzu wisi ciężkie widmo wojny.

Szczerze przyznam, że zabirałam się do tej książki dwa razy. Za pierwszym bardzo chciałam, a nie mogłam się wkręcić (nie mam pojęcia dlaczego), a za drugim tak się wkręciłam, że nie chaiłam kończyć (Shannon dawaj czwartą część, bo ubiję!).



Poweiść jest pełna akcji. Niemal od pierwszych stron już się dzieje. Trochę trudno było mi się przez to "zaczepić", bo moja pamięć lekko szwankowała jeśli chodzi o szczegóły z poprzednich tomów, a Shannon nie bawi się w nieskończone przypominanie szczegółów (trochę nakreśla, ale niewiele). Naszczęście z tyłu mamy wspaniały słowniczek, który przychodzi z pomocą (ja nie korzystałam...taka jestem szaaaallona :) lubię życie na krawędzi...).

- W skali od jednego aż po grób jak bardzo niebezpiecznie to wygląda? 
- Wydaje mi się, że robiliśmy o wiele trudniejsze rzeczy. Chyba.

Jednym z głónych plusów tej powieści (oprócz systemu "magicznego" jasnowidzów) są zdecydowanie bohaterowie. Paige jedzie po całości z niczym się tam nie cacka! Halo ludzie! Robimy rewolucję! Krew! Pot i łzy! Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, więc spinać dupska i do roboty! No. Mniej więcej tak to wyglądało, ale jednak z drugiej strony to przecież tylko natsolatka, która ma nagle zarządzać całą społecznością i walczyć z systemem (wiem. zalatuje igrzyskami, ale to zupełnie inny poziom. Katniss może co najwyżej wylizać Paige buty... :) Tak, tak.
Nie przepadam-czytaj nienawidzę - panny Everdeen). Paige próbuje w tej całej nienawiści i wojnie nie zgubić swojego człowieczeństwa i całkiem ciekawie to wychodzi.

No oczywiście mamy Naczelnika (Looooooovvveeeeeee!!!). Sama osobiśie uwielbiam Refaitów. Ta ich oschłość i odraza do rodzaju ludzkiego i wszytskiego, co z nim związane mnie intryguje i pociąga.

Jeśli chodzi o czarne chraktery, to zostały świetie wykreowane (jak większość w tej książce). Nie są takimi putsakami. Jestem zły, bo ojciec matki przyjaciółki mojej kuzynki niechcący utopił w toalecie chomika mojej siostry. Nie! Te złe postacie mają jakieś drugie dno i wiele frajdy sprawiało mi rozpracowanie ich sposobu myślenia. No i Jaxon moim mistrzem.

A! I jeszcze jedno! Nie dajcie  się zwieść. W tych książkach nic nie jest takie, jakie się wydaje i nigdy nie można być pewnym, kto jest po naszej, a kto po przeciwnej stronie. Wspomnicie moje słowa.

Ogólnie rzecz biorąc książki z tego cyklu są świetne. Jedyne, co mi przeszkadza, to to, że wychodzą w tak strasznych odstępqch czasowych! Pani Shannon, szybciej! Ja tu umrę w oczekiwaniu na następne części!

Myślę, że osób, które czytały poprzednie tomy nie muszę zachęcać do przeczytania Pieśni Jutra.       A dla osób, które tego ne czytały mam jeden apel. Przeczytajcie! Naprawdę warto!

Miłego dnia! Ola :)

Każdemu głupcowi wydaje się, że jest mędrcem, tymczasem tylko mędrzec wie, ze jest głupcem. // Moja Lady Jane

Każdemu głupcowi wydaje się, że jest mędrcem, tymczasem tylko mędrzec wie, ze jest głupcem. // Moja Lady Jane
Moi drodzy! Nadzszedł ten moment, kiedy dostałam swoją pierwszą książkę do recenzji. Nawet nie wiecie, jakie to szczęście, że trafiło na Moją Lady Jane. Bardzo przepraszam za
opóźnienie, ale coś mnie zatrzymało (podziękujmy pani Shannon).


Autor: Cynthia Hand, Jodi Meadows, Brodi Ashton
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 432
Data premiery: 19.7.2017r.

W tej powieści mamy doczynienia z retellem historii Lady Jane Grey, która w oryginalnej wersji otrzymała koronę Anglii i rządziła tym krajem przez całe dziewięć dni (istne szaleństwo). Po tym czasie została elegancko zcięta. Ale spokojnie! W naszej wersji Jane pożyje trochę dłużej. Zostanie wydana za Gifforda Dudley'a przy pomocy swojego umierającego kuzyna, króla Anglii Edwarda. Mamy też smaczek fantastyczny czyli ewianów. Ewianie to osoby, które potrafią się zmieniać w jakieś zwierzę, ale niezawsze potrafią kontrolować swoje przemiany. I zgadnijcie co... Tak. Jane wyjdzie za Ewianina. Tak się składa, że Gifford jest w połowie doby koniem. Brzmi zabawnie? I dobrze, bo ta książka właśnie taka jest. Dosłownie koń by się uśmiał.


Dokładnie. Przy czytaniu tej powieści nie da się nie uśmiechać. Przepełniona jest świetnym, sakrastycznym humorem. Historia została potraktowana z przymróżeniem oka i czasami aż prześmiana. Całkiem fajnie to wyszło.

Jak widzicie na początku posta, książka została napisana przez trzy autorki. Kiedy się o tym dowiedziałam, to szczerze mówiąc, spodziewałam się jakiś odchyleń w stylu. Myślałam, że będę potrafiła rozróżnić, kiedy autorki się zmieniały, ale naszczęście nic takiego nie miało miejsca. Tę powieść czyta się jak każdą inną napisaną przez jedną osobę.

Skoro jesteśmy przy stylu pisania w tej powieści, to muszę powiedzieć, że się w nim zakochałam. Od pierwszej strony wiedziałam, że to jest MÓJ styl narracji (z różnymi odnośnikami do czytelnika, wskazówkami historycznymi, które pomagają nam umiejscowić się w czasie). Gdyby ktoś mi powiedział: Ola! Masz napisać książkę; to mniej więcej tak by to wyglądało.

Mamy doczynienia ze zmianami narracyjnymi (to samo co w Szóstce Wron). Bardzo mi się podoba ten zabieg, bo można poznać każdego z głównych bohaterów (Jane, Gifford i Edward). Bardzo polubiłam wszystkich.  Pyskatą Jane o za wąskich biodrach do rodzenia dzieci, romantycznego Gifforda o nosie normalnym, który nie zakrywa połowy nieboskłonu i rozpaczającego Edwarda, który nigdy nie spróbuje nowego wynalazku Francuzów, jakim jest buziak z języczkiem, bo umiera na krztusicę. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób.

-Poradzisz sobie-zapewnia ją tak, by tylko ona słyszała. 
-Nie poradzę-rzekła zachrypniętym głosem. 
-W takim razie- wzruszył ramionami- podziękujemy im za nadzwyczaj hojną ofertę władania całym krajem i pójdziemy do domu. Gwiżdżę na królewski dekret. Nie ma czasu na pierdoły, książki czekają.

Zapomniałam wspomnieć o tym, że Jane kocha czytać książki. Coś czuję, że byśmy się doskonale dogadały. 

W powieści poruszono też w pewien sposób problem równości. Spór toczy się między Ewianami i ich zwolennikami, a Nieskalanymi, czyli takimi normalnymi ludźmi.

Przed przeczytaniem tej książki trochę się bałam, że to stare słownictwo i taka królweska atmosfera trochę mnie przygniotą. Wiecie, ja za bardzo nie przepadam za takimi klimatami, ale wszystko wyszło jak najlepiej. Stary język został doskonale wymieszany z tym "naszym".  W książce czuć taki luz. Czytając tę opowieść, miałam wrażenie, jakby autorki się świetnie bawiły i tylko o to im chodziło.

Zdecydowanie polecam tę książkę. Świetna zabawa gwarantowana. Do 28.8.2017r. na moim instagramie trwa rozdanie, gdzie możecie zdobyć egzemplarz tej świetnej powieści. Zapraszam do udziału.


Miłego dnia! Ola :)



umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko // początek wszystkiego

umieć żyć to najrzadsza rzecz na świecie, bo większość ludzi jedynie egzystuje i to wszystko // początek wszystkiego
Pokonałam blokadę uhuuuuu! Cieszmy się. Dziękuję, pani Schneider.


Autor: Robyn Schneider
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Moondrive
Data premiery: 14.6.2017r.

Ezra ma wszystko, czego przeciętny nastolatek może pragnąć: sławę, szacunek rówieśników, stypendium sportowe za pasem, dziewczynę, sportową brykę... Wszystko się zmienia, kiedy zza zakrętu z impetem wyjeżdża czarny samochód i uderza w chłopaka miażdżąc mu kolano. Świat Ezry rozsypuje się na kawałki. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości, która jednak nie jest tak kolorowa, jakby sobie tego życzył.

Opis brzmi znajomo? Spodziewacie się kolejnej głupiej młodzieżówki z płaskimi bohaterami i przewidywalnym wątkiem miłosnym? To przestańcie! To jest naprawdę dobra książka.

Czasem myślę sobie, że na każdego czai się jego osobista tragedia. Że ktoś, kto właśnie kupuje mleko w piżamie albo dłubie w nosie na światłach, może być sekundę od katastrofy. Że każde życie, nieważne, jak zwyczajne, ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe - chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie.

Najważniejszym atutem tej książki jest chyba to, że ona nie została przerysowana. Wszystko jest mniej więcej tak, jak w prawdziwym życiu nastolatków (oczywiście szkoła amerykańska różni się od tej polskiej, ale mimo wszystko jest poobnie).

Przez małą objętość książka jest napakowana wydarzeniami (w pozytywnym sensie). Sama esencja. Autorka oszczędza nam kilometrowych opisów i innych takich niezwykle lubianych przeze mnie rzeczy. Przez tę opowieść się po prostu leci. Nie ma czasu na nudę!

Bohaterowie są obłędni. Ezra to cudowny chłopak (przygarnęłabym), Cassidy-moja bratnia dusza. Serio byśmy się dogadały. Pomijam ten muł społeczny typu Charlotte i te inne szumowiny, bo na to szkoda słów. Podczas czytania tej powieści pamiętajcie o tym, że pozory mylą (#tajemnica... uuuuuu).

Na plus zaliczam też narrację. W końcu CHŁOPAK!!! Jak ja się z tego cieszyłam! Po tej babskiej epidemii z chęcią przyjęłam odmianę. Jestem dziewczyną (wiem, zaskakujące), więc czytanie innego punktu widzenia było dość fajnym przeżyceim (tylko autorka też jest kobietą, więc nie powiem Wam na ile można jej wierzyć, ale wydawała się dość zorientowana w temacie). Posłużono się bardzo prostym, młodzieżowym językiem, co dodatkowo poprawia komfort czytania.

Książka jest bardzo miła. Ale nie dajcie się zwieść! Nie zawsze jest kolorowo. Pamiętacie? Pozory mylą. Każdy ma tajemnice,, blizny, rany...  Domyśliłam się zakończenia, ale odnoszę wrażenie, że w tej książce nie o to chodzi. Moją uwagę bardziej przyciagnęła mądrość, jaka płynie z tej powieści! Nie żartuję! To jest mądra książka, chociaż może nie wygląda.

Polecam wszystkim, którzy szukają lekkiej, ale mądrej książki. Nie jest to pusta młodzieżówka jedna z wielu, tylko naprawdę wartościowa lektura. Serdecznie polecam.

Miłego dnia! Ola :)


Trzeba się wznieść ponad kłótnie i chaos i nie tracić wiary.Trzeba zawsze pamiętać o swoich celach. // Bitwa w Labiryncie

Trzeba się wznieść ponad kłótnie i chaos i nie tracić wiary.Trzeba zawsze pamiętać o swoich celach. // Bitwa w Labiryncie
Cóż by to były za wakacje bez Percy'ego Jacksona? Z całą pewnością niepełne. Tym razem wujek Rick zaserwował mi przedostatni tom serii o tym cudownym herosie. Recenzje pierwszego tomu możecie znaleźć tu. Tak, wiem, że nie ma recenzji drugiego i trzeciego tomu, ale powątpiewam w jakiś sens tego przedsięwzięcia (możecie mi napisać w komentarzach, czy chcecie).Dobra! Koniec tego biadolenia! Zajmujemy się książką!


Autor: Rick Riordan
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data premiery: 22.9.2010r.

Nie będę się zagłębiać w fabułę, żeby nie zdradzić nic z pozostałych tomów. Powiem tylko, że armia Kronosa rośnie w siłę i za pomcą Labiryntu (tak, tak.. tego od nitki Ariadny, Minotaura i Tezeusza) chce się dostać do obozu herosów i zmieść go z tej planety. Wojna między tytanami, a bogami staje się coraz bardziej realna no i oczywiście trzeba ocalić świat!

,,Jako śmiertelnik nie byłem nigdy wielkim wojownikiem, sportowcem ani poetą. Tylko wytwarzałem wino. Ludzie w mojej wiosce śmiali się ze mnie. Mówili, że nigdy niczego nie osiągnę. A spójrz na mnie teraz. Czasami małe rzeczy mogą stać się prawdziwie wielkie."

Zawsze bardzo miło mi się czyta historie o herosach. Z książek Riordana czuć, że on naprawdę kocha to, co robi. Ta część była tak dobra, jak wszystkie pozostałe, ale odniosłam wrażenie, że była trochę poważniejsza (jeśli w ogóle książki wujka Ricka mogą być poważne...). Był charakterystyczny humorek, ale jakby trochę bardziej opanowany (nie turlałam się po podłodze, jak to zwykle bywa). Akcja była trochę bardziej mroczna. Serio. Kilka razy szcena mi opadła. Bohaterowie stali się dojrzalsi...Trochę brakowało mi takiej bestroski, którą zwykle czuję czytając te książki, ale to nie znaczy, że książka była zła.


W powieści pojawia się kilka nowych postaci. Z uwagi na sytuację w świecie i rosnący niepokój nie do końca wiemy, czy są po naszej stronie czy po przeciwnej. Ufać, nie ufać, ufać, nie ufać... Wątek z Lukiem rozwija się na całego i w pewnych momentach szczerze mnie przerażał. Nico się pokazuje. Kurcze. Coś w nim takiego jest, że go lubię. Taki tajemniczy, samotny przeciwko światu, z mrokiem w sobie (pewnie za sprawą swojego pochodzenia). Nie ma żąrtów (a przecież on jest jeszcze smarkaczem!!!)! Wyjątkowo Annabeth mnie wnerwiała. W kilku scenach miałam ochotę nią potrząsną. Percy też nie jest bez winy. O co chodzi? Już tłumaczę! Mam na myśli jego sny. Herosi mają to do siebie, że ich sny nie są zwykłymi snami. Czasami mogą się okazać wskazówkami, przepowiedniami lub innymi takimi. W tej części Percy ma sporo tych snów. W dodatku sa dość (bardzo) niepokojące. I ten Glonomóżdżek zamiast ostrzec swoich przyjaciół, powiedzieć Chejronowi albo komukolwiek, dochodzi do wniosku, że będzie lepiej, jeśli zostawi to wszystko dla siebie. Błagam! Litości!

Ok. Już nie narzekam! Skończyłam. I tak ich wszystkich kocham!!!

Akcja biegła jak szalona. Te mroczne smaczki dodawały do tego dreszczyku i lodzio, miodzio palce lizać! Chociaż w pewnych momentach chciało mi się zaśpiewać Ale to już było... Później jednak wchodził element zaskoczenia i wszystko szło w zapomnienie.

Mimo że nie była to najzabawniejsza książka z całej serii (a muszę się przyznać, żę humorek to jedna z rzeczy, na które najbardziej czekam, gdy sięgam po te historie),to świetnie się bawiłam. Kolejna przyjemna lekcja mitologii. Bardzo lubię edukacyjną stronę powieści Riordana.

Jak tam u Was wakacje? Co czytacie? Pochwalcie się w komentarzach!

Miłego dnia! Ola :)

Największe rewolucje odbywają się w ciszy i cieniu. // Akademia Wampirów

Największe rewolucje odbywają się w ciszy i cieniu. // Akademia Wampirów
Rzadko sięgam po jakąś książkę więcej niż raz. Jeśli się tak dzieje, to taka opowieść musi zajmować szczególne miejsce w moim sercu. Tak się składa, że po Akademię sięgam regularnie i nie zamierzam przestać.


Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data premiery: 10.2.2010r.

Na świecie żyją trzy rodzaje istot wampirzej krwi. Mamy wampiry czystej krwi zwanych Morojami. Drugi typ to Dampiry, czyli krzyzówki Moroja i człowieka. Ich zadaniem jest bronić wampirów czystej krwi. A przed czym? Ano przed trzecim członkiem naszej wesołej gromadki, czyli przed Strzygą. Strzygi to złe wampiry, które przeszły albo zosatły przeciągnięte na ciemną stronę. Wyrzekły się magii i teraz zjadają ludzi i Morojów (w dużym skrócie oczyiwście, bo chodzi im o unicectwienie wszystkich królewskich rodów Morojów). Lissa Dragomir jest ostatnią z szlachetnego rodu Dragomirów. Natomiast Rose Hatheway, która została połączona z Lissą telepatyczną więzią, ma jej bronić. Dragomirównie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy Rose nie zawiedzie rzyjaciółki?


Szczerze mówiąc bałam się trochę tej książki.Spodziewałam się kolejnego Zmierzchu albo czegoś takiego. Ku mej radości Akademia okazała się zupełnie czymś innym. Mamy dwa rodzaje wampirów (i żaden z nich nie błyszczy w słońcu). Strzygi to takie totalne wampiry. Rozpadają się w słońcu, są niewiarygodnie szybkie i silne, mają przekrwione oczy, bladą skórę i zero litości. No i oczywiście są nieśmiertelne (w sensie nie umierają śmiercią naturalną). Moroje co prawda nie rozpadają się w słońcu, ale mogą władać żywiołami, czego Strzygi nie potrafią.

Narracja prowadzona jest z perspektywy Rose. Najlepsze posunięcie w historii. Rose to wspaniała postać. Impulsywna, czasami (no dobra, może trochę częściej) niegrzeczna i agresywna, wygadana i gotowa skoczyć w ogień za swoich przyjaciół. Dampirzyca jest typową nastolatką, co widać w wielu momentach książki, ale z tyłu głowy zawsze ma to, że musi troszczyć się o Lissę. Ciąży na niej odpowiedzialność, że za kilka lat nie obronią jej magiczne tarcze szkoły i będzie musiała dać sobie radę sama.

"Ludzie szaleni rzadko zastanawiają się nad tym, czy są szaleni"

No i w tym momencie przechodzimy do Dymitra... O matkosz! Jaki on jest cudowny. Mój kolejny mąż. Te książki mnie kiedyś wykończą. Dymitr jest mentorem Rose. Momenty ich wspólnej pracy to najbardziej wyczekiwane przeze mnie części książek. Sami się przekonajcie o czym mówię. Pani Mead... Czpaki z głów za tak poprowadzony wątek.

Jak już wspomniałam Rose jest typową (prawie) nastolatką. Dlatego też książka jest przepełniona sarkastycznym humorkiem. Rose nikomu nie szczędzi swojego błyskotliwego koemntarza. Czasami zgrabnie rzuci mięsem albo innym takim tekstem.

Książka pełna jest zwrotów akcji i tajemnic. Tam się zawsze coś dzieje. Nawet jak jest sielankowo, to czuć ten niepokój i ciężar tajemnicy. Akcja pędzi jak szalona, co sprawia, że książkę czyta się na jednym wdechu.

Polecam wszystkim, którzy tęsknią za dobrą książką z świtnymi bohaterami i wartką akcją. Jest też film. Oprócz Rose nic tam nie ma ciekawego, ale jak ktoś bardzo chce to może obejrzeć. Książka tysiąc razy lepsza. Mogę Wam obiecać, że ta seria niejednokrotnie złamie Wam serduszko. Potem jeszcze je przeeżuje, wypluje i podepcze. Miłej zabawy!!!

Miłego dnia! Ola :)

Życie to dar. Nie zapomnij, żeby żyć. // Ponad wszystko

Życie to dar. Nie zapomnij, żeby żyć. // Ponad wszystko
Od dawna chciałam sięgnąć po tę powieść. Zobaczyłam, że ma wyjść film, więc postanowiłam wziąć się w garść i w końcu to przeczytać. Niestety nie było już oryginalnej okładki, ale to nic. Jakoś przeżyję.


Autor: Nicola Yoon
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data premiery: 18.05.2016r.

Maddy jest chora na niezwykle rzadką chorobę. Ma alergię na cały świat. Od wielu lat nie wychodzi z domu. Jej cały świat ogranicza się do mamy, pielęgniarki i odkażonych książek. Wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy do domu na przeciwko wprowadza się przystojny, wysportowany i ubrany na czarno Olly (on jest MÓJ!!!).

Wiecie, co jest wspaniałe w tej książce? Nie bohaterowie, fabuła czy inne takie "standarowe" rzeczy (chociaż one też są cudowne). Na pierwszym stopniu podium stoi jednak forma. Jest tak inna od tego wszystkiego, do czego, jako czytelnicy, zostaliśmy przywyczajeni, że aż miło się to czyta. W książce można znaleźć wszelkiego rodzaju notatki Maddy, tabelki, rysunki (w rzeczywistości zostały wykonane przez męża autorki), wiadomości, maile, listy, własne definicje słownikowe. A nawet spoilery książek! Jeśli ktoś nie czytał jeszcze Małego Księcia (nie wiem, gdzie żyjecie, ludzie), to polecam najpierw to zrobić. Nie tylko ze względu na spoilery. W Ponad Wszystko jest dość dużo odniesień do tej cieniutkiej książeczki. Nabrałam ochoty na przeczytanie Małego Księcia.

Bohaterowie są super. No Olly... Mój następny mąż. Bardzo go polubiłam, ale to nie jest jakimś zaskoczeniem (przynajmniej dla mnie). Ale! Bardzo utorzsamiłam się z Madeline. Głównie chodzi o sposób postrzegania świata (nie żebym była zamknięta w domu przez kilkanaście lat). Mam na myśli to, że Maddy jest typem obserwatora. Patrzy na świat, próbując snuć jakieś teorie. Dochodzi do wniosków. Analizuje wszystko, co się dzieje dookoła niej.

"Z takiej wysokości świat wydaje się uporządkowany i sensowny. Ja jednak wiem, że jest w nim coś więcej. Oraz mniej. Jest zorganizowany, a jednocześnie chaotyczny. Piękny, ale i dziwny."

Akcja idzie... No. Po prostu idzie. Jakoś nie pędzi. Nie wlecze się. Wszystko w normie, chociaż książkę czyta się bardzo szybko. Punkt kulminacyjny jest ok. Od pewnego momentu książki domyślałam się już co się dzieje, ale cały czas liczyłam (albo nie liczyłam! Już sama nie wiem, czego chciałam!!!!), że wszystko potoczy się inaczej.

Humorek jest, ale bez przesady. Raczej taki delikatny. Po podłodze to ja się nie turlałam.

Książka była bardzo przyjemna. Pokazała mi wiele rzeczy. Zwraca uwagę na przypadkowość wszechświata. Ukazuje, do czego są zdolni ludzie, jeśli nie potrafią sobie poradzić z ciężarem przeszłości. No i oczywiście siłę miłości!

Serdecznie polecam. Na lato idealna (motyw Hawajów robi swoje!).

A wy? Co czytacie? Jakieś plany? Był ktoś może na filmie?

Miłego dnia! Ola :)

Nie jestem Iron Manem. Jestem potworem Frankensteina. // Drugie bicie serca

Nie jestem Iron Manem. Jestem potworem Frankensteina. // Drugie bicie serca
Ta książka to emocjonalny rollercoaster! Nie wiem, jak ja to przeżyłam.


Autor: Tamsyn Murray
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data premiery: 24.5.2017r.

Jonny nie jest zwyczajnym nastolatkiem. Znaczną część swojego życia spędził w szpitalu czekając na przeszczep serca. Każdego dnia zastanwia się, czy dzisaj znajdzie się dla niego dawca. Każdego dnia zastanawia się, czy dzisiaj stanie z śmiercią twarzą w twarz.

Niamh całe życie spędziła w cieniu swojego brata bliźniaka. Cudowny Leo jest ulubieńcem wszystkich. Leo każdego dnia wygrywa. Niamh każdego dnia marzy o życiu bez brata. Nie przypuszczała, że to, czego tak pragnęła, przyniesie tyle bólu.

"Nazywam się Jonny Webb i jestem "robotem". Zeszłego lata na trzy i pół minuty stanęło mi serce."

Jak już wspomniałam książka jest baaaaaaardzo emocjonalna. Zazwyczaj nie wzruszam się przy czytaniu, a tu uroniłam kilka łez. Głównie za sprawą historii Leo. Sama mam brata i mimo woli odnosiłam te wszystkie wydarzenia trochę do siebie.Co bym zrobiła na miejscu Niamh? Nie tyle śmierć Leo mną wstrząsnęła, bo to jednak było wiadome od początku , ale to wszystko, co się działo dookoła. Cała ta otoczka rodzinna. Wszystkie decyzje do podjęcia. Autorka odwaliła dobrą robotę, jeśli chodzi o wiarygodność (nienawidzę jej za to!!!!). Tylko jedna scena jakoś mi nie pasowała. Do pobrania narządów chyba dawca musi być żywy. W sensie musi przeprowadzać jakieś funkcje życiowe,a oni go "wyłączyli" (nie wiem, jak to elegancko napisać:)) i dopiero później zabrali na pobranie narządów.

Narracja prowadzona jest na zmianę z perspektywy Niamh i Jonny'ego, co dodatkowo nami wstrząsa. Z jednej strony mamy okropną żałobę. Przerażającą ilość bólu i smutku. Za to z drugiej radość z nowego życia. Koniec zmartwień. Normalne życie. Ktoś musiał umrzeć, żeby ktoś inny mógł żyć.

Cała miłosna otoczka jest ok. Nic specjalnego, ale mimo wszystko urocza (trochę przewidywalna). Czasami miałam wrażenie, że bohaterowie niepotrzebnie sobie komplikują życie (jakby przypadkiem mieli za łatwo), ale może ja się nie znam.

Bohaterowie są bardzo przyjemni, chociaż czasami wydawali mi się zbyt dziecinni, albo zbyt dorośli. Nie umiałam ich jakoś tak dobrze obsadzić. Piętnaście lat. Ja mam szesnaście i nie powinnam mieć problemu z wyobrażeniem sobie moich prawie rówieśników, ale jakoś mi nie szło. Za to charakterki mają dobre. Niamh taki ciężki, jak to określił Jonny "jak młot Thora". Trochę (czytaj bardzo) jędzowata dziewoja. Ja tam ją rozumiem, bo sama często mam humorki, ale jednak nie aż tak. Jonny to bardzo kochany chłopiec. Taki typowy geek. Ja kocham Marvela, więc mi te komiksowe uwagi się baaaaaardzo podobały, ale jeśli ktoś jest zupełnie zielony w tych tematach, to może nie ogarnąć niektórych porównań.

Książka bardzo mnie wciągnęła. Porusza trudny temat przeszczepów i może wielu młodym ludziom (ale tym starszym też!) uświadomić ważne rzeczy w kwestii pośmiertnego pobrania narządów. Jeśli ktoś by chciał podpisać oświadczenie woli, to może to zrobić tu.

Przed tą powieścią miałam strasznego kaca ksiązkowego. Przeczytała to w jeden dzień i teraz chyba mój stan się nie zmienił. RATUNKU!

Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że wyrażam ogromny sprzeciw takim zakończeniom! Tego się ludziom nie robi! Litości!

A Wy? Co czytacie? Dajcie znać!

Miłego dnia! Ola :)


Niektóre sekrety odsłaniają się tylko przed tymi, którzy są ich warci. // Król kruków

Niektóre sekrety odsłaniają się tylko przed tymi, którzy są ich warci. // Król kruków
Jako że książki Maggie Stiefvater przeżywają w naszym kraju swego rodzaju renesans, chciałabym dzisiaj zająć się cudownym Królem kruków.


Autor: Maggie Siefvater
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Uroboros
Data premiery: 19.6.2013r.

Blue pochodzi z rodziny wróżek, jednak nie ma mocy przewidywania przyszłości ani wróżenia z kart. Jest medium, które wzmacnia moc swoich krewnych i tajemniczych linii mocy. Pewnego dnia Blue spotyka czterech chłopcow z elitarnej szkoły, którzy poszukują mitycznego Króla Kruków-Glendowera. Kiedy Blue razem z chłopakami (Adam, Gansey, Ronan i Noah) trafiają do magicznego lasu, gdzie czas nie płynie normalnie zabawa się zaczyna.

Król Kruków to dość specyficzna (nie negatywnie!) książka pod względem rozpisania akcji. Sprawa przedstawia się tak, że główny wątek rozwija się baaaaaaaardzo powoli. Szukanie Glendowera trwa cztery książki... Ale to nie znaczy, że książka jest nudna! Wręcz przeciwnie! Tam, jest tyle wątków, że cały czas się coś dzieje! Serio. Wcale nie przesadzam. Tu jakieś pochody duchów. Tam jakieś tajemnice. Jakby jeszcze przyspieszyć wątek główny, to byłoby to raczej trudne do ogarnięcia.

Najmocniejszym punktem tej książki są... bohaterowie! Matko!!! Oni wszyscy są cudowni! Kruczy chłopcy!!! Aaaaaaaaa!!! Ronan! Gansey! Ta dwójka, a szczególnie Ronan skradła moje serduszko. Adam w tym tomie jeszcze nie jest mocno irytujący i da się go znieść, a nawet w niektórych momentach lubić! No i oczywiście cudowna rodzina Blue! Każdy z bohaterów jest wielowymiarowy. Tajemnice, intrygi, mroczne rytuały, spiny rodzinne i koleżeńskie...


- Mam do was prośbę. Umówmy się, że od teraz jesteśmy ze sobą szczerzy. Koniec z gierkami. To dotyczy nie tylko Blue. Wszystkich.
- Ja zawsze jestem szczery - prychnął Ronan.
- Człowieku, to największe kłamstwo w twoim życiu - odparł Adam.


Skoro mamy dość pokaźną gromadkę przystojnych chłopców, to można by się spodziewać jakiegoś romansu. Trójkąt, czworokąt, pięciokąt...???!!! Nie wiem nawet, czy coś takiego istnieje. Spokojnie w tej książce wszystko jest dobrze wyważone. No przeważnie... Ale żadnych wielokątów nie ma.

Humorek jest. Głównie sarkastyczny, czyli taki jak lubię. Ronan jest moim nowym mężem 💗! Już planuję ślub! :)

Ogólne rzecz biorąc książka jest bardzo przyjemna. Czyta się błyskawicznie. Akcja wciąga, szczególnie za sprawą bohaterów i ich tajemnic. Wątek z Glendowerem też jest ciekawy, ale jak już powiedziałam, nie rozwija się szybko.

A jaka jest Wasza opinia? Dajcie znać w komentarzach. Chętnie poczytam. Zapraszam też na instagrama.

Miłego dnia! Ola :)

Ps. Jakby ktoś szukał wydania w papierze, to ja swoje zdobyłam na Taniej Książce.


Coś w życiu musi mieć znaczenie. Inaczej nic nie jest ważne. // Outliersi

Coś w życiu musi mieć znaczenie. Inaczej nic nie jest ważne. // Outliersi
W poszukiwaniu cytatu, który widzicie w tytule tego posta odwiedziłam Lubimy Czytać i ze zdziwieniem stwierdziłam, że ta pozycja ma dość słabe oceny. Mi się za to podobała. Nie było to jakieś odkrycie, ale miło spędziłam z nią kilka wieczorów.


Autor: Kimberly McCreight
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Czarna Owca
Data premiery: 11.1.2017r.

Wylie, błagam, pomóż mi!  Takiego właśnie SMS'a dostaje Wylie od swojej przyjaciółki pewnego wieczoru. Cassie i Wylie nie rozmaiwały ze sobą od ich ostatniej kłótni. Mimo to, Wylie postanawia wyruszyć na ratunek. Sprawa jednak jest trochę skomplikowana, bo główna bohaterka cierpi na chorobę psychiczną i od czasu, kiedy jej mama zginęła w wypadu samochcodowym, nie wychodzi z domu. Cierpi na stany lękowe i nie umie sobie z tym poradzić. W dodatku do jej domu przychodzi Jasper, czyli chłopak Cassie, którego Wylie uważa za totalnego dupka. No i nie za bardzo wiedzą, gdzie zagionej dziewczyny szukać.

Outliersi to thriller młodzieżowy i rzeczywiście kilka razy przeszedł mnie dreszczyk. Książka jest pełna tajemnic, a przez to, że akcja głównie dzieje się nocą, dodatkowo działa na wyobraźnię. Autorka manipuluje nami i bohaterami do tego stopnia, że w pewnym momencie nie wiemy, co jest prawdziwe, a co nie. Nie do końca wiadomo, kto jest tym złym i wprowadza to niepokój, prznajmniej u mnie tak było.

Ludzie zarzucają tej książce, że ma niezwykle irytujących bohaterów. Mnie jakoś się to nie rzuciło w oczy. Spotkałam już znacznie bardzie irytujące osobniki.

Wątek miłosny jest bardzo delikatny. Szczerze mówiąc, ja go nie zauważyłam, ale mówią, że jest.

Akcja wciąga. Pędzi jak Mustang z Dzikiej Doliny! W wielu momentach chiałam czytać dalej i jednocześnie nie chciałam, bo napięcie było tak duże, że nie wiedziała, czy w następnym rozdziale nie dostanę zawału. Serio. Czasami było naprawdę strasznie, ale ja to ogólnie strachliwa jestem, więc nie opierajcie się na mnie w tej akurat kwestii.

Ogólnie rzecz biorąc przyjemnie się to czyta. Narracja jest pierwszoosobowa, co dodatkowo upłynnia czytanie. Książka została przepełniona zwrotami akcji, które skutecznie mieszają nam w głowie. Wiadomości od Cassie też nie uspokajają. Autorka trzyma napięcie dosłownie do ostatniej strony, a zakończenie... To ZAKOŃCZENIE! Jak można zostawić czytelnika w takim momencie? Nieludzkie!

Czytaliście? Podzielcie się w komentarzach opiniami. Jeśli macie jeszcze jakieś uwagi odnośnie bloga, to śmiało piszcie! Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana!

Zapraszam oczywiście na instagrama. Jeśli podoba Wam się blog, to zapraszam do obserwowania też tutaj.

Miłego dnia! Ola :)

Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaką może być. // November 9

Bo kiedy kogoś kochasz, to musisz pomóc mu być najlepszą wersją siebie, jaką może być. // November 9
To już trzecia pozycja pani Colleen na tym blogu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale mam jakoś fazę ostatnio. Przyszła kolej na kolejny hit tej pani i oto jest!



Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 9.11.2016r.

9. listopada to szczególny dzień dla Fallon i Bena (a ja Wam nie powiem dlaczego...Buahahahaha!) Pewnego dnia spotykają się przypadkiem i zaczynają tworzyć nową historię, a nawet dwie (jedna to ich życie, a drugą pisze Ben!!! AAAAAA! Facet pisarz! I jeszcze taki uroczy w dodatku!). Ich więzi nie jest w stanie przerwać ani odległość, ani czas. Każdego 9 listopada spotykają się, aby po prostu być.

Książka jest świetna. Naprawdę mi się podobała. Cały czas się coś dzieje. Nie zawsze jset słodko i cudownie, ale samo życie! 

Bohaterowie są cudowni. Benton!!! (wcale się nie zakochałam...gdzie tam! ja??? w którym miejscu?) No ale proszę Was!!! Facet pisarz! W dodatku słodziak! I ze świetnym poczuciem humoru! I recytuje wiersze z pamięci!!!! Co ja robię z tymi wykrzyknikami???!!!!!!!

Wracając do tematu. Bohaterowie są świetni. Zarówno Fallon, jak i Ben mają blizny. I nie chodzi mi tylko o blizny w sense fizycznym. Ale więcej szczegółów musicie pozyskać sami.

Cały koncept spotykania się tylko jeden dzień w roku  (bez kontaktu przez resztę czasu) wydaje się dość dziwaczny, ale okazał się bardzo uroczy. Niby zwykła data dla miliardów ludzi. Kolejny dzień w kalendarzu. Za chwilę przeminie i tyle. Ale nie dla tej dwójki. Można by powiedzieć, że oni żyją tylko tymi dniami. Zresztą tylko te dni możemy podglądać, bo tylko te są opisywane w tej powieści.

Fallon i Ben chyba jeżdżą po polskich drogach, bo ich droga do szczęścia ma tyle dziur, że niejednokrotnie myślałam, że tym razem to już na stówę im odpadnie to koło. I faktycznie wielokrotnie było baaaaaardzo blisko.

Podsumowując, książka jest bardzo przyjemna. Szybko się czyta. I humor. Cudny jest! Nie będę się powtarzać, ale BENTON! Serdecznie polecam wszystkim. Warto! Może nie jest jakaś okrywcza, ale zdecydoanie dobra.

Miłego dnia! Ola:)

Ps. Zapraszam do obserwowania bloga i instagrama! Będzie mi bardzo miło! :)

Na tym właśnie polega przyjaźń, prawda? Nie wiesz, czego potrzebuje twój przyjaciel, wiesz tylko, że potrzebuje. // Harry Potter i Przeklęte Dziecko

Na tym właśnie polega przyjaźń, prawda? Nie wiesz, czego potrzebuje twój przyjaciel, wiesz tylko, że potrzebuje. // Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Szczerze powiem, że miałam pewne opory przed sięgnęciem po tę pozycję. Kocham świat wykreowany przez J.K. Rowling i tak średnio mi się widziało zrobienie książkiw postci scenariusza. Jednak bardz cieszę się, że się przemogłam.


Autor: J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data premiery: 22.10.2016r

Wszystko dzieje się po wydarzeniach z siódmej książki pani Rowling. Całe nasze towarzystwo jest już dorosłe. Pracują w Ministerstwie Magii. Wychowują dzieci i wiodą normalne życie. Albus Severus Potter próbuje sobie jakoś poradzić z brzemieniem sławy ojca i cała historia hula.

Bardzo przyjemnie było powrócić do świata czarodziejów i poznać nowych bohaterów. SCORPIUS!!! On jest cudowny! Musicie przeczytać tę książkę chociażby z uwagi na tego chłopca! Dla mnie wystarczyły tylko kwestie Scoirpiusa, żeby zakochać się w tej książce. Albus mnie wkurzał, ale potem się trochę ogarnął i jakoś mogłam go przetrawić. Rose odgrywała rolę Malfoya.

Wbrew pozorom scenariusz bardzo dobrze się czyta. Całość przeczytałam jadąc pociągiem do cioci (później nie miałam, co ze sobą zrobić, ale to tylko taki szczególik).

Książka jest ogólnie rzezcz biorąc badzro dobra. Z świetnym humorem. W dodatku, czego się zupełnie nie spodziewałam, pokazała mi bardzo ciekawą rzecz. Otóż wielokrotnie się przyłapywałam na tym, że oceniam bohaterów książki na podtsawie tego, co robili ich rodzice w pozostałych częściach. Nie mogłam się nadziwić, jak Rose może być tak uprzedzona. Dlaczego Albus tak bardzo nie chce być podobny do ojca. I.... Jak to się stało, że Draco spłodził męską wersję Hermoiny (milion razy lepszą!!!!!!!!!!)

To chyba tyle w tej baaaaardzo krótkiej recenzji. Serdecznie polecam. Zachęcam do wyrobienia sobie własnej opinii o tej pozycji. Jeśli ktoś już czytał, to będzie mi miło, jeśli podzieli się swoimi odczuciami w komentarzach.

Miłego dnia! Ola :)

Żadnych żałobników. Żadnych pogrzebów. // Szóstka wron

Żadnych żałobników. Żadnych pogrzebów. // Szóstka wron
Wiele ludzi ma dość negatywne stosunki z panią Bardugo szczególnie po przeczytaniu tryligii Grisza. Ja tej serii nie czytałam, więc przygodę z autorką rozpoczynałam z czystą kartą. I wiecie co? Nie zawiodłam się. Szóstka wron wymiata!



Autor: Leigh Bardugo
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: MAG
Data premiery: 28.9.2016r.

Ale o co tam w ogóle chodzi? Kaz Brekker (mój następny mąż) jest szczególnie uzdlonionym złodziejem i kombinatorem. Pewnego dnia dostaje propozycję dużego zarobku. Baaaaaaaardzo dużego. Jest tylko jeden taki malutki haczyk. Musi włamać się do najbardziej strzeżonej twierdzy na Ziemi. Ale proszę państwa! Co to dla Kaza Brekkera? W najgorszym wypadku tylko zginą...

Kaz zbiera więc ekipę. Ta szóstka stanowi taką mieszankę wybuchową, że kiedy ich wszystkich poznałam, to zaczęłam się zastanawiać, czy oni aby w komplecie dotrą do tego Lodowego Dworu.

Bohaterowie są świetnie wykreowani. Każdy ma jakąś głębie. Nie są tylko płaskimi formami z kartonu, które autorka sztywno przepycha przez kolejne strony powieśći. Każdy z nich ma tajemnice. Tam jest tyle do odkrycia! Spokojnie o każdym z nich mogłaby powstać oddzielna książka. No i Kaz... <3 Taki doktor House, tylko że siedemnastoletni i nie grzebie w ludzkim ciele.

Akcja toczy się w idealnie wystopniwanym tempie. Ani nie wlecze się jakoś masakrycznie, ani nie pędzi na złamanie karku. Cały czas się coś dzieje, ale autorka dba o to, żebyśmy nie dostali zadyszki wprowadzając różnego rodzju retrospekcje.

Narracja prowadzona jest z perpspektywy każdego z sześciu głównych bohaterów. Nie jest jednak tak, że narracja sama w sobie się zmienia... Rozumiecie? Chodzi mi o to, że najpierw skupiamy się na tym, co dzieje się dookoła jednej postaci, a w następnym rozdziale towarzyszymy drugiej, ale narracja nadal jest trzecioosobowa.

Mamy też griszów, czyli ludzi obdarzonych mocami. Sam pomysł bardzo mi się podoba i mam ochotę sięgnąć po trylogię Grisza, ale trochę się boję po tych wszystkich złych opiniach... Się pożyje, się zobaczy. Zaczynając Szóstkę Wron w ogóle nie miałam pojęcia, że takie coś w tej powieści znajdę, więc było to dla mnie miłym zaskoczeniem. Wiecie... Lubię takie klimaty.

Podsumowując, książka jest bardzo przyjemna. Akcja wciąga, ale nie pędzi jak jakaś dzika gazela. Dawka świetnego humoru gwarantowana (Jesper i Kaz). Już nie mogę sie doczekać następnej części!

A Wy czytaliście? Podobało się? Jeśli ktoś czytał trylogię Grisza i Szóstkę Wron, to będę wdzięczna za opinię o jednym i drugim.

Miłego dnia! Ola :)

Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory. Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart. // Złodziej pioruna

Prawdziwy świat jest tam, gdzie są potwory. Dopiero tam przekonujesz się, ile jesteś wart. // Złodziej pioruna
O Percym Jacksonie słyszał już chyba każdy. A jeśli nie, to mam nadzieję, że niedługo usłyszy, bo naprawdę warto!


Autor: Rick Riordan
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data premiery: 6.5.2009r.

Historia zaczyna się, kiedy piorun Zeusa zostaje skradziony. Tak, tak... TEN piorun i TEGO Zeusa. Książki Riordana są osadzone w tematyce mitologii, w tym wypadku greckiej. Pewnie powiecie ,, Mitologia? Eeeeee... Pewnie nudne" . I właśnie o to chodzi, że wcale nie! Wszystko przedstawione jest w bardzo przystępny sposób i można się dużo dowiedzieć (ale nie należy wierzyć na każde słowo, bo na przykład Perseusz, jako ten autentyczny heros z mitologii nie jest wcale synem tego boga, którego synem jest Percy w książce Riordana, ten z Riordana jest zupełnie innym Perseuszem:).

Piorun zostaje skradziony i podejrzenia padają na naszego głównego bohatera. Musi odnaleźć piorun albo wybuchnie wojna bogów, a to może mieć, delikatnie mówiąć, dość nieporządane skutki dla ludzkości. Iiiiiiiii zaczyna się zabawa.

Książkę bardzo przyjemnie się czyta. Historia wciąga, a postacie są G E N I A L N E. Jakby to Anita z Book Revies by Anita powiadziała, Percy rozpiernicza system! Ale nie tylko on. Narracja prowadzona jest przez głównego bohatera, co sprawia, że tekst jest wzbogacany o róznego rodzju trafione komentarze.

Cała książka wręcz tryska humorem. Zdecydowanie można się uśmiać. Czsami nawet do łez!

Rick Riordan potrafi zaciekawić czytelnika niemal w każdym wieku. Można poznać mitologię i bogów (po trzecim tomie to już prawie moje ziomki :) ).

Złodziej Pioruna to świetna powieść przygodowa z porywającą akcją, nieprzeciętnymi bohaterami i ciekawą dawką wiedzy. Oczywiście nie zapominajmy o cudownym humorze, który jest jednym z głównych plusów książki.

Zdjęcie, które widzicie w tym poście wyjątkowo nie jest mojego autorstwa, ale zostało wykonane przez cudowną Martę, która ma także bloga. Jeszcze raz BARDZO DZIĘKUJĘ!

Mam nadzieję, że post się podobał. Standardowo, jeśli macie jakieś życzenia, to piszcie!

Miłego dnia! Ola :)





Życie w przecięntości jest stratą czasu. // Maybe Someday

Życie w przecięntości jest stratą czasu. // Maybe Someday
I znowu pani Hoover. Jakoś dobrze mi się pisze o tych książkach. Przyszedł czas na drugie spotkanie, czyli Maybe Someday. Ta książka to zupełnie inna bajka niż Hopeless.


Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte
Data premiery: 9.11.2016r.

Sydney ma 22 lata, stałą pracę, jest w stałym związku i studiuje. Wszystko się wali w ciągu kliku godzin. Dowiaduje się, że jej chłopak zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką. Sydney daje obojgu soczystego sierpowego, zbiera manatki i postanawia nigdy nie wrócić. Tylko że nie ma dokąd pójść i ląduje na ulicy (w dodatku w deszczu). Przygarnia ją chłopak z sąsiedztwa.

Ridge jest muzykiem. Codziennie wieczorem siada z gitarą na balkonie i gra. Ma jednak pewien problem z tekstami. Zauważa, że Sydney zaczyna śpiewać do jego melodii i posatawia nawiązać z nią kontakt.

Mniej więcej w tym momencie drogi naszych bohaterów zaczynają się splatać. Rodzi się między nimi więź, która pogłębia się w momencie, w którym Sydney zaczyna mieszkać z Ridgem.

Książka jest dość mocno oparta w temacie muzyki. Co mi nie przeszkadzło, a raczej mi się podobało. Na pierwszej stronie mamy kod do zeskanowania, który umożliwia nam słuchanie muzyki tworzonej przez Sydney i Ridge'a. W książce są też teksty (w oryginale, czyli po angielsku, ale dla tych, którzy niezbyt się czują w tym języku z tyłu zostały zamieszczone tłumaczenia).

Powiesć porusza wszystkie emocje (bohaterów i nasze). Raz się śmiałam, drugi raz wściekałam, a jeszcze innym smuciłam. Jeśli chodzi o relacje Sydney i Ridge'a, to mi się podobały. Bohaterowie przez niemal całą historię walczą ze swoimi uczuciami.

Najbardziej podobały mi się momenty pracy nad nowymi kawałkami i interakcje między bohaterami. Ze względu na... pewną przypadłość Ridge'a (kusi mnei, żebu Wam powiedzieć o co chodzi, ale chyba byłby to spojler)  była to dla mnie istna magia. Nie mogłam się nadziwić.W sumie ta przypadłość czyni historię wyjątkową. Sposób w jaki Ridge postrzega świat otwiera oczy. Zwraca się uwagę na różne inne rzeczy.

Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani. Zarówno ci pierwszoplanowi, jak i drugoplanowi. Każdy z nich jest inny i wyjątkowy na swój sposób

Narracja prowadzona jest zarówno ze strony Sydney, jaki i ze strony Ridge'a, co daje nam pełniejszy obraz sytuacji (przynajmniej w teorii).

To, co lubię w Colleen Hoover, to styl pisania. Taki plastyczny, płynny. Przy opisywaniu emocji nie ominie ani jednego włoska, co sprawia, że jeszcze lepiej można się wczuć w sytuację. Oczywiście sceny łóżkowe nadal pozostawiają wiele do życzenia, ale w takiej częstotliwości, w jakiej się pojawiają są niemal nieszkodliwe.

Książka jest bardzo przyjemna. Czyta się ją z uśmiechem na twarzy (nie zawsze, ale w większości). Po Hopeless okazała się bardzo dobrym przerywnikiem. Powieść nie serwuje nam taniej, przesłodzonej miłości, tylko prawdziwą relację. Bohaterowie muszą zdecydować, czy to jest to, czego chcą. Muszą zrozumieć, co czują. Dużą rolę odgrywa w tej hostorii rozumienie uczuć, które okazują się ważniejsze niż słowa, bo serca słowami nie da się oszukać. :)

Czytaliście może? Podobało się Wam? Co sądzicie?

Miłego dnia! Ola :)

Ps. Od dzisiaj posty będą publikowane regularnie we wtorki i piątki :)

Instagram

Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła. // Hopeless

Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła. // Hopeless
Niektórzy lubią panią Hoover, niektórzy jej nienawidzą, a jeszcze inni czytają, bo wszyscy inni czytają. Ja należę zdecydowanie do tej pierwszej grupy.


Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Moondrive
Data premiery: 18.6.2014r

Przyznam się bez bicia, że Hopeless, to było moje pierszwe spotkanie z tą autorką i nie wiedziałam, czego się spodziewać. No... na pewno nie spodziewałam się tego, co dostałam. Myślałam, że będzie to kolejne słodkie romansidło, które przeleci, bo przeleci, ale nie pozostawi po sobie żadnego śladu. Pozostawiło, ale o tym za chwilę.

Siedemnastoletnia Sky żyje wraz ze swoją adopcyjną mamą. Wszystko spoko. Szkoła, przyjaciółka. Wszystko jednak wywraca się do góry nogami, kiedy Sky spotyka Deana Holdera (oklepane, ale przymknijmy na to oko). Chłopak podobnie jak ona cieszy się niezbyt dobrą reputacją (w zupełnie innych aspektach). Młodzi, jak to zwykle bywa, zaczynają sie do siebie zbliżać i takie tam... Jednak ich związek nie jest tak prosty, jakby się mogło wydawać. Na przszkodzie staje przeszłość Sky, o której raczej chciałaby zapomnieć, a u Holdera też nie jest zbyt kolorowo. W sumie to już nie wiem, kto miał bardziej pochrzanione życie. Oceńcie sami.

Książa jest napędzana tajemnicami. Przez niemal całą powieść mamy do czynienia z różnymi retrospekcjami. Dzięki nim powoli możemy odkrywać kolejne części układanki. Wbrew pozorom książka porusza baaaadzo ciężkie tematy. Szczerze mówiąc, nie byłam na to chyba gotowa. Podzieliłabym tę książkę na dwie części. W jednej wszystko jest fajne. Super! Miłość! Radość! Wszyscy są szczęśliwi! Potem następuje takie klik, albo raczej łubudu! i wszytsko się wali! Serio! Dosłownie wszytsko. Elementy układanki tworzą obrazek. Obrazek, którego nigdy nie powinniśmy zobaczyć. Moment rzucenia nam wszystkiego w twarz z takim perfidnym "Radźcie sobie!" jest tak wyraźny, że z pewnością go nie przegapicie.

Powieść jest bardzo emocjonalna. Świadomość, że takie okropne rzeczy się mogą dziać i oczywiście się dzieją sprawia, że... Nawet nie wiem! Dlaczego takie rzeczy się dzieją!!!??? I najgorzsze jest to, że w większości wypadków nie mamy o tym pojęcia.

Książka pokazuje, jak pewne sprawy mogą wpłynąć na psychikę człowieka. Jak można go zniszczyć. Jakie traumy pozostają. Jak trudno jest odbudować to, co zostało tak doszczętnie zniszczone. Oczywiście Colleen Hoover pokazała siłę miłości i to, że razem wszystko jest łatwiejsze, co wcale nie oznacza, że jest łatwe.

Hopeless czyta się bardzo szybko. Chociaż czasami miałam takie momenty, że zamykałam książkę, chodziłam po pokoju, pięćdziesiąt razy zadawałam pytanie dlaczego? i wracałam, bo ciekawość zwyciężała.

Przepraszam, że tak ogólnikowo, ale o tej pozycji nie da się inaczej, bo wszystko jest spojlerem.

Miłego dnia! Ola :)

Ponad 7 miliardów ludzi na świecie, a ja zakochałam się właśnie w tobie. // Droga do Misty

Ponad 7 miliardów ludzi na świecie, a ja zakochałam się właśnie w tobie. // Droga do Misty
Droga do Misty lub w angielskiej wersji językowej Misty Falls (co, tak nawiasem mówiąc, ma znacznie więcej sensu, jak stwierdzicie po przeczytaniu książki), to, można by powiedzieć, kolejna części sagi o braciach Benedictach, chociaż w tej historii nie odgrywają głównej roli, a raczej są jej tłem (niezwykle atrakcyjnym w dodatku).


Autor: Joss Stirling
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Akapit Press
Data premiery: 21.10.2016r.

Zdanie, które widzicie w tytule tego posta nie pochodzi z tej książki, ale idealnie pasuje do reguły, jaka króluje w tym świecie. Ale po kolei!

Mamy tu do czynienia z światem sawantów, czyli ludzi obdarzonych specjalnymi zdolnościami. Kiedy na świecie rodzi się sawant, mniej więcej w tym samym czasie rodzi się drugi, który jest Przeznaczonym tego pierszego... (Ola mistrzem tłumaczenia). Chodzi o to, że tworzy się pewna więź, dzięki której po spotkaniu Przeznaczeni mogą stworzyc doskonałą całość, a ich dary dopełniają się.
Mam nadzieję, że coś zrozumieliście. :)

Nie zagłębiając się bardziej w sprawy predystynacji (swoją drogą w Kim jesteś, Sky? jest to bardzo dobrze wyjaśnione) przechodzimy do fabuły.

Nastoletnia Misty ma dość specyficzny dar. Nie umie kłamać oraz sprawia, że inni też zaczynają mówić tylko prawdę. Oczywiście, jak nietrudno się domyślić, spotyka chłopaka. Ten otóż szczęśliwiec ma na imię Alex i mieszka na drugim końcu świata.

W czasie,kiedy Misty przeżywa swoje miłosne rosterki w świecie sawantów grasuje groźny morderca, który zabija młodych ludzi o dość specyficznych zdolnościach.

Misty Falls
Dla fanów braci Benedictów (tu jestem!!!) mam dobre wiadomości. Mimo że Misty i Alex grają pierwsze skrzypce, to nie zabranie także kontynuacji wątków Siedmiu Wspaniałych, a także pojawią się nowe. Pokażą się oni także w nowej, nieco bardziej służbowej (ale wcale nie mniej cudownej) roli.

W książkach Joss Stirling jest coś takiego, że czytając te powieści ma się wrażenie, jakby siedziało się pod grubym, baaaaaardzo przytulnym kocem (chociaż czasami ciary po plecach galopują).

Podsumowując, Droga do Misty to idealnie wyważony paranormal romans z nutką grozy i jak zwykle dawką humoru. Joss Stirling, mnie przynajmniej, nie zawiodła :)

Czytaliście? Podobało sie? Zamierzacie sięgnać? Jeśli macie jakieś specjalne życzenia odnośnie postów, to piszcie. Może jakieś recenzje Wam się śnią po nocach? Albo tagi...

Ps. Mimo że Droga do Misty to swego rodzaju oddzielna historia, polecam najpierw zabrać się za Kim jesteś, Sky?, Jak cię wykraść, Phoenix? oraz Znajdę cię, Crystal. Chociażby dlatego, że szkoda byłoby przegapić tyle braci Benedictów, a, jak wszyscy wiemy, zaspojlerowane książki cieszą znacznie mniej :)

Nigdzie indziej nie poznasz człowieka lepiej ani nigdzie nie dowiesz się więcej o jego tajemnicach niż we śnie. // Silver. Pierwsza księga snów.

Nigdzie indziej nie poznasz człowieka lepiej ani nigdzie nie dowiesz się więcej o jego tajemnicach niż we śnie. // Silver. Pierwsza księga snów.
Sięgając po Silver nie miałam jakoś specjalnych oczekiwań odnośnie tej książki. Spodobał mi się opis. Na booktubie też było o niej dość sporo. Stwierdziłam, że mogą to być moje klimaty. Zresztą nawet, jeśli nie spodobałaby mi się historia to miałabym piękną książkę na półce.( Media Rodzina odwaliła naprawedę dobrą robotę).



Autor: Kerstin Gier
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data premiery: 2.6.2016r.


Na szczęście nie tylko okładka okazała się super, bo wnętrze też jest zdecydowanie cudowne!

Ale zacznijmy od początku. Fabuła. Wszystko zaczyna się, kiedy nastoletnia Liv Silver wraz ze swoją siostrą, Mią, która, nawiasem mówiąc, ROZPIERNICZA SYSTEM i to na całości, przeprowadza się do swojej mamy do Londynu. Oczywiście nowa szkoła, nowy dom, nowa rodzina   ( wiem,że oklepane, ale nie dajcie się zniechęcić, bo naprawdę warto zapoznać się z tą historią chociażby dla poprawy samopoczucia).

Skoro Trylogia Snów, to należałoby się spodziewać snów (WOW). Snów jest całkiem sporo. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że połowa książki toczy się w krainie snów.

Odeszłam od fabuły... Więc! Pewnej nocy Liv w swoim śnie znajduje tajemniecze drzwi. Z uwagi na to, że jest bardzo ciekawska postanawia przez nie przejść. I tak w skrócie zaczyna się cała zabawa. Pojawia się też wątek pewnego pana Demona, który dodaje całej opowieści grozy i ciemniejszych kolorów.

Za sprawą bardzo nieprzyjemnego bloga szkolnego ujawniającego tak przy okazji wszystkie brudy, które zdecydowanie nie powinny nigdy wyjść na jaw, mamy wątek detektywistyczny. Jestem pewna, że przez całą książkę będziecie próbować rozkminić, kto jest tą ohydną Secrecy.

Oczywiście nie mogło zabraknąć wątku miłosnego, ale bez obaw. Nie spotkacie tutaj kolejnego trójkąta miłosnego! Braaaaawo!!!! W końcu!!!

Cała książka jest bardzo przyjemna w lekturze. Narracja jest tak naturalna, że przez tę powieść się płynie. Bardzo szybko w dodatku. Nie brak tu świetnego humoru. To ten rodzj książki, podczas czytania której uśmiech nie schodzi z twarzy ( mi przynajmniej).

Polecam wszystkim, którzy chcą się rozerwać przy miłej lekturze. Zapewniam, że im dalej w serię, tym lepiej.

Miłego dnia. Ola :)
Copyright © 2016 O jak książki , Blogger